Uszanuj moje – nie, dziękuję

- Zjedz chociaż trochę mięska, takie chude, specjalnie upiekłam…

- Nie napijesz się ze mną, jedno piwko, to przecież prawie nie ma procentów…

Dlaczego niektórzy nie potrafią zrozumieć naszego „nie”. Nie zjem mięsa, ponieważ go w ogóle nie jem, doceniam jednak pracę gospodyni, która je upiekła. Nie wypiję piwa, ponieważ go nie lubię i równie dobrze mogę z kimś rozmawiać przy kawie, szklance soku albo lampce wina.

Zmuszanie do jedzenia prześladowało mnie od wczesnego dzieciństwa. Jedno z pierwszych wspomnień dotyczy koszmarnego śniadania, gdy mama trzymając mnie na kolanach karmiła mnie bułką maczaną w kawie zbożowej z mlekiem. Pamiętam okropny smak mokrej bułki, która rosła mi w gardle i mój protest – nie chcę! Do dzisiaj nie zjem mokrego pieczywa.

Później były paskudne zupy mleczne w przedszkolu, które trzeba było zjeść pomimo pływających w nich kożuchów, skrupulatnie przeze mnie wyławianych, obiady domowe, które trzeba było zjeść do końca, żeby wstać od stołu. Pod stołem w kuchni postawiłyśmy z siostrą zabawkę – konewkę do której wrzucałyśmy ukradkiem to, co nam nie smakowało.

Moje dzieci również były zmuszane do jedzenia posiłków, często niezwykle skromnych, niesmacznych. Do dzisiaj mają uraz do kaszy jaglanej, a ja wyrzuty sumienia, że w dzieciństwie nie rozpieszczałam ich pod względem kulinarnym.

Czasy się zmieniły, już dzisiaj nie zmusza się dzieci do jedzenia, co najwyżej przekupuje się niejadki albo czaruje kolorowymi kompozycjami na talerzu. Dlaczego więc niektórzy dorośli nadal próbują wmuszać we mnie jedzenie? Czy naprawdę uszczęśliwi ich, jeżeli zjem albo wypiję coś, na co nie mam ochoty, co mi nie smakuje, co wyłączyłam ze swojej diety. Czy piwo albo wódka będzie im lepiej smakowała, jeżeli ja również będę ją piła?

Zdarzyło mi się również namawiać swoich gości do jedzenia, przekonywać, częstować, proponować kilka razy. Takie są obowiązki dobrej gospodyni, bo przecież są wśród nas osoby, które chciałyby, ale czekają, aż ktoś im nałoży albo naleje. Staram się jednak nie być nachalna w tym namawianiu, ponieważ wiem, jak się czuje ktoś, kto zjadł coś, czego nie lubi, czego nie chciał, albo wypił za dużo dlatego, że inni namawiali.

W naszej rzeczywistości nie umiera się z głodu i pragnienia, natomiast problemy zdrowotne spowodowane przejedzeniem czy przepiciem co niektórym czasem się zdarzają. Proszę więc nie przypominać mi klimatu posiłków przedszkolnych jedzonych pod przymusem, ani nie zmuszać do tego, żebym upychała ukradkiem jedzenie w kieszeni, udając, że mi smakowało.

Nie jestem małą dziewczynką i znam znaczenie słowa „nie”.

Nie jestem dziewicą, ściśniętą gorsetem, która na przyjęciach szuka męża udając istotę żyjącą tylko poezją i muzyką.

Nie jestem też damą, która odmawia, tylko dlatego, że tak wypada, która lubi się certolić.

Ja również obiecuję szanować „nie, dziękuję” wszystkich moich gości i w nikogo nic nie wmuszać.

 

 

,,,,,,,
18 comments on “Uszanuj moje – nie, dziękuję
  1. :) Ha ha … ja kiedyś byłam typowym niejadkiem więc wiem o czym piszesz ale to było kiedyś. Swojego dziecka nigdy nie zmuszałam do jedzenia ale jest mi przykro kiedy ja pół dnia sterczę przy garach ktoś przyjeżdża do mnie na jakąś imprezę i siedzi przy pustym talerzyku bo „jadł w domu” Bo wiadomo, że wegetarianki nie namawiam do dań mięsnych

    • Mi też jest przykro, gdy coś przygotuję, a gość mówi – nie, dziękuję. Czasem namawiam, a raczej namawiałam, delikatnie, ale jednak… Już nie będę :) Jednak gdy ktoś nie je mięsa, owoców morza albo słodyczy – zawsze to szanuję.

      • Dlatego warto znać żywieniowe sympatie i antypatie naszych gości :) Mam kolegę który NIGDY ale to NIGDY nie weźmie nic na ciepło do dzioba na żadnej imprezie czy grillu. Ale nadrabia ciastkami i sałatkami. Nie to nie … nieraz nieśmiało poprosi swoją porcję „na wynos” Fiksacja ale do zniesienia

        • A ja mam w swoim gronie osobę, która lubi mieć przed sobą kieliszek wina czy drinka, ale nigdy go nie wypija, co najwyżej usta umoczy, a potem trzeba wylewać. Trochę szkoda, ale jakoś się do tego przyzwyczaiłam :)

  2. Zmuszanie do jedzenia niestety wciąż jest powszechne i dotyczy nie tylko dzieci… Wiadomo, co innego spróbować czegoś z grzeczności dla gospodarzy, a co innego być zmuszanym do kolejnej dokładki czy zjedzenia czegoś, czego nie tolerujemy.
    Niestety u nas panuje taka niepisana tradycja, że „wypada” zapytać powtórnie i namawiać. Niektórzy czują się wręcz urażeni, gdy częstujący nie nalega…

    • Nalegałam przez grzeczność a teraz przez grzeczność nie będę nalegała, bo tego samego oczekuję od innych. Poza tym zawsze można z gośćmi poruszyć ten temat – przynajmniej będzie o czym rozmawiać. Pozdrowienia :)

  3. Uszanowanie czyjejś odmowy to bardzo duża zaleta:) Wielokrotne zmuszanie innej osoby do jedzenia wydaje mi się zdecydowanie…niekulturalne;-) Pozdrawiam

  4. Namawianie do jedzenia należy do dobrych tonów gospodyni. Taka chyba tradycja nasza:) Nie lubię tego, bo ciągle trzeba odmawiać i tłumaczyć,że przejedzona jestem, że dopiero jadłam, że …., bo przecież nie wypada powiedzieć, że nie lubię lub nie smakuje mi. Ja nikogo nie namawiam, stawiam na stole, mówię, żeby goście się częstowali i to wszystko. Nie zjedzą to trudno.
    Miłego dnia:)

    • Często mówię swoim gościom, że jak mają ochotę na więcej – wystarczy powiedzieć, bo zrobiłam i czeka. Czasem to wystarcza, ale zdarzają się tacy, którzy lubią, żeby ich namawiać :)

  5. Hej! Myślę, że czym innym jest zachęcanie, a czym innym namawianie. We wszystkim potrzebne jest wyczucie. Każdy z nas jest inny i jeden nie poczęstowany, nie zachęcony nic nie zje, a drugi wręcz przeciwnie, zje najlepsze kąski, opróżni półmisek nie oglądając się na innych. Tak źle i tak niedobrze!

    Pozdrawiam serdecznie.

  6. Myślę, że czasami to namawianie wynika też z tego, że myślimy, że ktoś się wstydzi jeść/brać i potrzbeuje naszego ośmielenia. I w niektórych przypadkach faktycznie tak jest. Jednak tak jak piszesz -jest różnica między tym a wmawianiem komuś czegoś, na co on zwyczajnie nie ma ochoty. pozdrawiam :)

    • Słusznie, lepiej, żeby goście wyszki z poczuciem zadowolenia niż wściekli na siebie, że ulegli i zjedli zbyt wiele :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>